Press "Enter" to skip to content

Czy polskie kino grozy umarło?

annarajczak 0

Polskie horrory – białe kruki…

Mój pierwszy wpis. Nie wypada się zbłaźnić. Pomyślmy zatem, o czym skreślić słów kilka, aby czytelnik nie uznał autora za debila.
Skoro żyjemy w Polsce, wypadałoby zainaugurować tekstem o polskich horrorach.

Połączenie słów „horror” i „Polska” brzmi jak oksymoron, czyż nie? Wyobraźmy sobie sytuację, że jakiś samozwańczy statystyk podchodzi do losowych osób na ulicy i zadaje im pytanie, czy znają jakiś polski film grozy. Cóż, nasz piękny kraj komediami stoi i nic dziwnego, że nawet zadeklarowani miłośnicy kina nie byliby w stanie wymienić choćby jednej produkcji zakrawającej na dreszczowiec. W ciągu ostatniej dekady powstało zaledwie kilka średnich, złych i bardzo złych polskich horrorów:

Legenda (2006)
Hiena (2006)
Pora Mroku (2008)
Asylum 5D (2010)
Wataha (2011)

Na szczęście jest jeden, który wyłamuje się z tego niechlubnego rankingu. Słodziutka pralinka.
„Diabeł” – etiuda z 2005 roku, stworzona z potrzeby serca, za śmieszne pieniądze.
Co jest siłą tego filmu? To, co niektórzy poczytaliby jako słabość: brak akcji, dramatycznie okrojone dialogi i niestandardowy metraż (zaledwie 40 minut). Nie brzmi zachęcająco, prawda? Jeżeli jesteś przyzwyczajony do amerykańskich slasherów i przyprawiających o zawał serca jump cutów, możesz być lekko zawiedziony.


Powolne, wręcz ospałe, ujęcia w fenomenalny sposób budują nastrój grozy i pozwalają poczuć klimatyczną brzydotę polskiej prowincji. Podobną scenerię znajdziemy w „Hienie”, ale co z tego, skoro głupota fabuły skutecznie uniemożliwia widzowi przesiąknięcie turpistyczną aurą? W „Diable” wszystko gra, wszystko jest na swoim miejscu. Głęboka psychologizacja postaci, dwubiegunowość Palachowej – kobiety, która czuwa nad umierającą matką Franciszka – w którego rolę wciela się Andrzej Grabowski – i tajemnice skrywane przez bohaterów, nadają utworowi wielowymiarowości. Całość, w połączeniu z atmosferą narastającego zagrożenia i niepokojącą muzyką, prezentuje się świetnie i jest istną ucztą dla zmysłów.

A kim jest tytułowy diabeł? Reżyser podsuwa nam trzy tropy, nie udzielając jednoznacznych wskazówek – wszak „w każdym z nas jest Chaos i Ład, Dobro i Zło.”. Zakończenie otwarte daje pole do dyskusji i zachęca do podjęcia trudu interpretacyjnego. Niby klasyczny zabieg, a tak cieszy!

Panowanie nad filmową materią to sztuka. Z umiejętnością wyczucia konwencji trzeba się po prostu urodzić. Cieszę się, że naszym grajdołku są jeszcze ludzie pokroju Szafrańskiego, którzy swoją twórczością dowodzą, że horror w kinematografii polskiej nie zginął na dobre. Chapeau bas!

Anna Rajczak

Źródła zdjęć:
www.telemagazyn.pl
FDB.pl

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *