Press "Enter" to skip to content

Przedwczesny Pogrzeb” Edgara Allana Poe

annarajczak 0

Bardzo cenię sobie małe formy literackie. Oczywiście, równie chętnie sięgam po „cegły”, ale – nie ma co ukrywać – to opowiadania stanowią odpowiedź na wymagania współczesnego świata. Żyjąc w biegu, oddając się pracy i obowiązkom, nie mamy czasu na regularne tete-a-tete z książką. Nowelki pomagają nam pielęgnować kulturę czytania i nie zapomnieć, że słowo pisane to coś więcej niż post na fejsie, news na Pudelku czy wpis na (ekhm) blogu.

Zanim przejdę do samego opowiadania, chwilę się pomądrzę.

Pogrzeby ludzi, omyłkowo uznanych za zmarłych, zdarzały się od zarania dziejów. Lęk przed pochowaniem żywcem przejawiał różne formy – żegnający się ze światem prosili swoich bliskich, aby po domniemanej śmierci polewali ich ciała wrzątkiem, nacinali nożem czy nakłuwali ostrymi przedmiotami; co odważniejsi domagali się obcięcia głowy.

W dawnych czasach nikt nie potrzebował aktu zgonu – wszak każdy wiedział, jak wygląda zmarły. Nie rusza się, nie oddycha, nie wykazuje żadnych funkcji życiowych… Do piachu z nim! Niestety, oceny wydawane „na oko” nierzadko miały tragiczne skutki. Wystarczy przytoczyć historię z XVI-wiecznej Anglii, gdzie farosz jakiejś wiejskiej parafii zarządził wykopanie wiekowych trumien, aby zwolnić miejsce na cmentarzu. Jak się okazało, część drewnianych jesionek nosiła od wewnątrz ślady zadrapań, a szkielety leżały w nienaturalnych pozycjach.

Statystyki są bezlitosne – niemal pięć procent pochowanych obudziło się w grobach i zmarło w straszliwych męczarniach.

Jakim cudem nikt nie spostrzegł, że w trumnie leży żywa osoba? Cóż, o „śmiertelnym” letargu pisał sam Platon. Nawet w XX wieku zdarzały się przypadki mylnej oceny ustania funkcji życiowych. Wspomnijmy chociażby casus Niccolo Paganiniego, który, będąc dzieckiem, popadł w głęboką katalepsję i wybudził się ze śpiączki tuż przed zamknięciem trumny.  W czepku urodzony!

No dobra, bo tak pieprzyć można do rana. Przejdźmy do opowiadania.

Główny bohater, będący zarazem narratorem utworu, zmaga się ze schorzeniem powodującym nagłe sztywnienie mięsni i zastyganie ciała w jednej pozycji. Katalepsja stanowi punkt wyjścia dla rozważań o byciu pogrzebanym żywcem. Narrator, chcąc udowodnić zasadność swoich obaw, wspomina osoby, które zostały w ten sposób pochowane. Jego opowieści są bardzo plastyczne i sugestywne – im bardziej zagłębiamy się w historie powstających z martwych, tym bardziej odczuwamy narastającą obsesję bohatera.
Fobia jest na tyle silna, że zaczyna nim rządzić. Strach odbiera wolę życia, a fantazje na temat śmierci wyniszczają go od środka.
Oczywiście, narastające emocje muszą znaleźć ujście… Katharsis przychodzi dość niespodziewanie.

Męczarnie, jakich podówczas doznałem, nie różniły się na pewno od rzeczywistych. Były straszliwe – były bezgranicznie ohydne; wszelako zło było początkiem dobrego, gdyż pod ich uciskiem ocknęła się odporność mych władz duchowych. Dusza moja nabrała krzepkości – nabrała hartu. Począłem dużo chodzić. Jąłem się usilnie ćwiczeń fizycznych. Oddychałem powietrzem przestworów niebieskich. Myślałem o innych rzeczach – nie o śmierci. Buchana rzuciłem w ogień. Zarzekłem się podręczników lekarskich. Nie czytywałem Myśli nocnych ani bajań o cmentarzach, ani karawaniarskich opowiadań, takich jak niniejsze. Słowem, stałem się nowym człowiekiem i żyłem jak człowiek. Od owej pamiętnej nocy wyzbyłem się na ze żałobnych przywidzeń, a wraz z nimi znikły niedomagania kataleptyczne, które prawdopodobnie były raczej ich następstwem niżeli przyczyną.

Poetyckie i moralizatorskie, a jednocześnie urzekająco przystępne. Czytając opowiadanie można odnieść wrażenie, że oddajemy się lekturze wypisów pamiętnikarskich przemieszanych z felietonem. Takie to szczere i autentyczne, że przypadnie do gustu zarówno fanom horrorów, jak i miłośnikom prozy romantycznej.
Poświęćcie kwadrans i zapoznajcie się z tą nowelką – naprawdę warto.

Anna Rajczak

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *