Press "Enter" to skip to content

TOP 5 najlepszych wakacyjnych horrorów – zaczarujmy lato w (starym) kadrze!

annarajczak 0

Po ośmiu miesiącach ciszy zdecydowałam się wskrzesić mojego bloga.  Cóż za cudowna wiadomość, tylko nie zemdlejcie z ekstazy.
Zanim napiszę coś rasistowskiego albo genderowo niepoprawnego, przychodzę do was z miłym, uroczym i cieplutkim wpisem o oldschoolowych horrorach w klimatach wakacyjnych. Będzie morowo!

Rok 1981 rozpieścił fanów gatunku: „Piątek trzynastego II”, „Podpalenie”, „Zabójca Rosemary”, „Moja krwawa walentynka”, „Upiorne urodziny”, „Halloween 2”… Oczywiście, nie wszystkie pozycje są warte uwagi, dlatego skupmy się na dwóch, które – w moim plebejskim mniemaniu – przetrwały próbę czasu i nadal wywołują zwyrodniały uśmiech na twarzach gore-zjebów.

Tuż przed świtem (1981)

Niebywale klimatyczny, stylowy i pełen suspensów obozowy slasher dla miłośników klasyki. Fani gore mogą poczuć się lekko zawiedzeni, bo rąbanki tu jak na lekarstwo, ale czy to naprawdę takie ważne? „Just before dawn” serwuje nam coś lepszego: niekłamaną atmosferę grozy spotęgowaną złowieszczym soundtrackiem. Mówicie, że odgłos gwizdania to żadna ścieżka dźwiękowa? Proszę was! Psychopata, tuptający nocą niczym jeż i pogwizdując pod nosem, straszy bardziej niż cała armia zombiaków z WWZ. Zresztą sami się przekonajcie!

https://www.youtube.com/watch?v=uloZ0A6GhAM

Piątek trzynastego II (1981)

Druga odsłona przygód Jasona ma w sobie magię. Myślę, że to najbardziej przemyślana i klimatyczna część z całej serii. Głupio pisać o czymś tak klasycznym i ponadczasowym, dlatego powstrzymam się od komentarza i z czystego szacunku uwzględnię ten tytuł w zestawieniu.

Uśpiony obóz (1983)

To mógł być film, o którym opowiadałabym z wypiekami na ryju.
Ale nie jest.
Akcja rozgrywa się w pięknych okolicznościach przyrody – obóz, piękne jeziorko, roślinki, motylki… Pewnego dnia ojciec dzieciom i wspomniane dzieci wyruszają na rejs żaglówką. Wszystko spoko, kaszojady się cieszą, tatuś zadowolony… aż tu JEB! Jak spod ziemi wyrasta motorówka, która tak niefortunnie uderza w łajbę, że tatuś ginie na miejscu. Po latach młodzież ponownie gości nad jeziorem, które już nie jest takie dziewicze i spokojne jak kiedyś.
Podobne do „Piątku trzynastego”? Ano podobne, tylko całkiem spierdolone aktorsko. Gdyby Hiltzik nie przyoszczędził na obsadzie, być może „Sleepaway Camp” doczekałby się serii sequeli. A tak pozostaje nam podziwiać drewnianą rolę Jamesa Paradise’a.

Letnie nocne koszmary (1987)

O czym myślicie, widząc taki tytuł? GUZIK, to nie jest żaden slasher!
No proszę bardzo, mamy twist jeszcze przed odpaleniem playera.
„Letnie nocne koszmary” to obozowy horror inspirowany „Władcą Much”. Grupka chłopców, zmęczonych przestrzeganiem surowych zasad, występuje przeciwko konserwatywnemu dyrektorowi. Po zaprowadzeniu nowego porządku zaczynają korzystać z wywalczonej wolności i rozpierdalają wszelkie granice w drobny mak. Jak to w życiu bywa, pozbawiona dyscypliny dzieciarnia, dopuszcza się coraz głupszych i straszniejszych rzeczy…
Nie znam biografii reżysera, nie wiem, dlaczego nagrał tylko dwa filmy, ale naprawdę żałuję, że tak wcześnie zszedł ze sceny. Zarówno „Summer Camp Nightmare”, jak i „Twice Dead” były filmami bardziej niż poprawnymi. Oczywiście, same pomysły fabularne nie wydają się szczególnie odkrywcze, ale sposób, w jaki Dragin prezentował historie może przypaść do gustu wszystkim miłośnikom klimatu VHS.

Szczęki 4 – Zemsta (1987)

Dlaczego coś tak złego znalazło się w TOP zestawieniu? Bo w gruncie rzeczy mamy do czynienia z pozycją TOP-ową: najbardziej absurdalną, najgorzej zrealizowaną, w najbardziej ordynarny sposób żerującą na sławie oryginału. Ten tytuł… „Zemsta”. REKIN CHCE SIĘ ZEMŚCIĆ. W przypadku „Zombiebobrów” czy „Zabójczych Ryjówek” oczywistym jest, że mamy do czynienia z komedią, dlatego przymykamy oko na fabularne i stylistyczne głupotki. Ale przecież „Szczęki 4” nie mają absolutnie nic wspólnego z tą konwencją. Jak można było stworzyć taką chujnię?
Panie Sargent, Pan nie jesteś beztalenciem. Pan DWA LATA PÓŹNIEJ zrealizowałeś świetny dramat wojenny „Day One”. Jak mogłeś wypuścić coś tak złego, skoro natura talentu nijak nie poskąpiła?
Cóż, tego się już chyba nie dowiemy.

Anna Rajczak

 

 

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *