Press "Enter" to skip to content

“Herezja” wyrasta na bezczynności (i głupocie)

annarajczak 0

Ja nikomu nie mówię, co ma oglądać.
Chcecie, to traćcie czas na badziewie.

..
.
To się nazywa pasywna agresja.
Nie brońcie się przed nią, bo dokładnie w ten sposób poprowadzę narrację całego wpisu.
Oczywiście, adresatami owego napastliwego wywodu nie będziecie wy, tylko twórcy dzieła tak złego, wykraczającego poza granice dobrego smaku, nieprzemyślanego i… a co ja się będę hamować – zrobionego na odpierdol, że mózg staje.

Chwila.
Jakby to powiedział Food Emperor: “Uspokój się”.
Najpierw słówko wstępu.

Nunsploitation to szlachetny acz wybitnie niedoceniany podgatunek kina eksploatacji, który – ku uciesze fanów – powoli wychodzi z cienia. Zakonnice, osadzone w odizolowanych kościołach, pozostawione same sobie, żyjące w bliskości bytów nadmaterialnych, stanowią łakomy kąsek dla filmowców. A jeżeli dodać do tego elementy doktryny religijnej – samobiczowanie czy bolesne masochistyczne rytuały – to mamy ogarnięte krwawe elementy produkcji. Czarny chakter? Nic prostszego: okrutna matka przełożona lub sadystyczny kapłan, który zaspokoi potrzebę wprowadzenia pierwiastka męskiego.
Mając tak mocne tło fabularne, naprawdę trudno coś spierdolić.
A może nie? Wszak świat na paradoksie stoi.

Dobra, do rzeczy, kto by czytał te smęty.

Spójrzmy na plakat.
Rozkrzyczana zakonnica w gorejącym habicie, w tle wnętrze jakiegoś klasztoru, a na samej górze fragment Modlitwy Pańskiej. “Obecność”, “The Nun”… pętla nawyku jak się patrzy. Zbudujmy piramidę skojarzeń, a jełopy to łykną.
Nie będę przywalać się do budżetu i green screenów – niskobudżetowość to doprawdy najmniejsza wada tej produkcji. Problemem jest historia. Historia w chuj chaotyczna i mało angażująca.
Jakaś tam wiejska dziołcha zostaje oskarżona o uprawianie czarnej magii i skazana na śmierć w płomieniach. Na pomoc przybywa matka przełożona, która zabiera nieszczęśnicę do klasztoru na dożywotnią “resocjalizację”. Jak się okazuje w klasztorze są jeszcze inne kobiety upadłe. No i tak się żyje na tej wsi. W międzyczasie poznajemy przystojnego młodziana (a jakże!), który kocha się w jednej dziewuszce, ale nie dane im być razem. A to dlaczego? Ot, ciekawe pytanie. Klasztoru nie okalają żadne mury, dziewczyny mogą się zawinąć w każdej chwili – zwłaszcza że wykonują prace w ogrodzie bez nadzoru. Czyżby syndrom sztokholmski?

W klasztorze szerzy się epidemia. Siostry umierają, źle się dzieje. Z minuty na minutę atmosfera grozy za chuja się nie potęguje, historia stoi w martwym punkcie. Pod koniec pojawia się jedyna pozytywna postać: stara pustelniczka, która wyjawia, że lata temu siostrzyczki przywołały złe moce. Uwięzione w klasztornych murach postanowiły dać o sobie znać i… rozkręcić zombie-party. Nie będę streszczać całej fabuły, bo może jakiś odważny widz zechce przekonać się na własnej skórze, z jaką chujnią miałam do czynienia.

Który to mądry wpadł na pomysł, aby robić film o zakonnicach, nie przedstawiając historii rytuałów magicznych i ich dalekosiężnych skutków? Dlaczego w klasztorze wielkości Krzyżtoporu mieszka bez mała 10 zakonnic? Co stało na przeszkodzie, aby stworzyć choćby wybiórczy rys charakterologiczny postaci?
I najważniejsze – po co pakować do filmu efekty, które wyglądają tanio i sztucznie?
Ta historia mogła równie dobrze rozgrywać się w opuszczonej chacie w Murzasichle. Reżyser kompletnie nie wykorzystał potencjału drzemiącego w klasztornych murach. Po co robić horror kościelny bez wprowadzenia mocnych religijnych odniesień? Do samego końca liczyłam, że twórcy wyjaśnią genezę świętokradczych działań sióstr. Co było impulsem? Dlaczego chrześcijańskie serduszka zapłonęły piekielnym ogniem? Czemu zakonnice poprowadziły satanistyczny rytuał i jakiego demona chciały przywołać? No, psia jucha, trzeba być totalnym ignorantem, aby chociaż nie wyguglać randomowej historii i nie wprowadzić do fabuły odrobiny mistycyzmu. To skrajne, patologiczne lenistwo.
Nie promujmy lenistwa i bylejakości.
No chyba że to planowana bylejakość – klasa Z na zawsze w serduszku.

Jeżeli przeczytałeś całość, to wysyłam ci mokrego, obślizgłego całuska! Cmok!

Anna Rajczak

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *